Remont foteli

Fajne rzeczy PRLu – tym dwóm nie dam umrzeć

Ostatnio dostrzegam olbrzymią popularność renowacji starych mebli. Wiązać się to może z różnymi przyczynami. Po pierwsze, z ideą idącą naprzeciw konsumpcjonizmowi, że nie wszystko co wiekowe trzeba wyrzucić i zastąpić nowym. Wiele przedmiotów można we własnym zakresie przywrócić do świetności. Po drugie, jeśli coś tyle przeżyło, to często stanowi przykład solidnego projektu pod względem designu, wytrzymałości oraz funkcjonalności.

Zobacz też: Zwiedzamy: muzeum historii komputerów i informatyki  

Kiedy ujrzałem u mojej babci dwa nieużywane fotele pamiętające czasy PRLu, wiedziałem, co z nimi trzeba zrobić. Proces opisałem, mam nadzieję, wystarczająco dokładnie, bo fotorelacja nie jest zbyt obszerna. Nie byłem w tym wszystkim sam – pomagał mi bardziej doświadczony w takich pracach Wawrzyniec, o którym już kiedyś wspominałem.

Zobacz też: Projekt enter the pixel

Fotele były w całkiem dobrym stanie, dało się jednak zauważyć na nich ślad czasu i nie pasowały kolorystycznie do wystroju mieszkania. Najważniejsza stała się wymiana obicia. W jednym z foteli znalazło się dodatkowo uszkodzenie wewnętrzne – przy siadaniu ruszała się konstrukcja po jednej stronie. Żeby oszacować potrzebne materiały, należało przeprowadzić sekcję. Trzeba było także poznać, jak były zrobione, taki reverse engineering fotela.

Po znalezieniu zszyć delikatnie można było rozpruć stare pokrycie. Konieczne było także odkręcenie podłokietników wraz z przednimi nogami. Śruby mocujące okazały się nie najlepszej jakości. Dla uzyskania odpowiedniej długości spawano je z dwóch, co dało obraz niedoboru materiałów typowego dla tamtych czasów. Kiedy fotel był w kawałkach, należało pomierzyć wszystkie elementy obicia, by nabyć odpowiednią ilość nowego materiału. Wystarczyło 16 metrów z beli o standardowej szerokości 1,5 metra na pokrycie zewnętrzne 16 metrów flizeliny (powszechnie zwanej też fizeliną) i około metra kwadratowego z rodzaju „stare prześcieradło” na spód. Co ciekawe, na materiał wierzchni, odpowiedni wedle mojego gustu, wpadłem w sklepie budowlanym. Niestety, wydawało się, że może być trochę za cienki. W wielu miejscach przy eksploatacji ocierałby bezpośrednio o odsłonięte drewno.

Przy nałożeniu pojedynczej warstwy istniało ryzyko związane z podatnością na przetarcia. Takie uszkodzenia skutkowałyby potrzebą kolejnej wymiany całego obicia. Należało nałożyć pod właściwy materiał jeszcze coś zabezpieczającego. Do tej roli świetnie nadała się fizelina. W sieci dostępna w całkiem przystępnej cenie.

Do zszywania potrzebna była mocna nić, nadał się kordonek w pasującym kolorze.

Do dziergania obicia bezpośrednio na fotelu przydały się specjalne igły z zestawu do szycia skóry.

Pierwotne mocowanie materiału do konstrukcji gwoździami (i to jeszcze kutymi) przy renowacji zostało zastąpione zszywkami.

Na podstawie elementów oryginalnego obicia zostały wycięte nowe z flizeliny i materiału zewnętrznego (z lekkimi zapasami). Gruby sznurek, zaszyty przy użyciu maszyny do szycia, stworzył charakterystyczny garb i pozwolił na zachowanie stylu pierwowzoru.

Całe pokrycie składało się z czterech kawałków.

Konstrukcja przed składaniem została dobrze odkurzona. Miejsce, gdzie drewno pękło i zaczęło się ruszać, wystarczyło wzmocnić płaskownikiem i kilkoma wkrętami. Nowe śruby zamkowe, mimo że pasowały na długość, nie pasowały pod względem koloru. Przy ciemnym odcieniu drewna i szarym materiale błyszczące łebki mocno rzucały się w oczy. Postarzanie zostało wykonane palnikiem.

Zobacz też: O drewnie

 

Efekt po złożeniu i zszyciu.

Fotele po renowacji są naprawdę wygodne i świetnie służą. Mam nadzieję, że przeżyją jeszcze trochę lat (: Macie jakieś sukcesy na tej płaszczyźnie? Jeśli tak, podzielcie się swoimi dokonaniami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *